Likier kawowy czyli moja kahlua

Od lat w spiżarni kurzyło się opakowanie koniaku. Nie jestem fanką tego trunku, kiedyś byłam, ale widać się przepiłam nim w czasach kryzysu (młodsze pokolenie nie wie o czym mowa) . Tekturowe opakowanie pokryła gruba warstwa kurzu …podobnie jak inne trunkowe butelki w naszej spiżarni aż tu w oko mi wpadł przepis na likier…do którego wykorzystuje się brandy. Hmmmm pomyślałam sobie, czemu nie , członkowie rodziny produkują różne ” ankohole”, włącznie z moim młodszym Paszczurem, może i ja bym się wykazała na tym polu, tym bardziej, że grzebiąc w przepastnych czeluściach mojej pamięci , znalazłam wspomnienie drinka, który mi przypadł do gustu , a do którego wykorzystywało się min. likier kahlua. Oczywiście mam na myśli black russian. Ponieważ wszystko było w domu ..włącznie z dużym słoikiem, sporządziłam likier. I oto „nadejszła wiekopomna chwila”  czyli pora zlewania likieru. Moment zaiście doskonały bowiem ” gość w dom…zmierzch, kawa i do tego likier na stół”. Od razu po zlaniu do butelek nastąpiła degustacja. Wrażenie, super pozytywne. Zatem zapraszam do produkcji.

 20170622_143939

3 ¼ szklanki cukru, 1 laska wanilii, pokrojona na kawałki ( z braku wanilii można dodać czubatą łyżeczkę cukru wanilinowego), czubata  łyżka kawy rozpuszczalnej , 750 ml brandy ( ew. koniaku)  , 750 ml wrzącej wody ( jeśli chcecie mocniejszy likier , weźcie mniej wody np. 650 ml) 

Do dużego  słoja wsypać posiekaną  laskę wanilii, kawę i cukier, wszystko zalać gorącą wodą i wymieszać dokładnie , najwygodniej zrobić to drewnianą , długą łyżką. Ostudzić miksturę , dolać alkohol i ponownie wymieszać. Nie wlewamy alkoholu do ciepłego naparu, bo nam alkohol wyparuje, a przecież to nie o to chodzi. Zakręcić słój  i odstawić w ciemne miejsce na miesiąc. Po tym czasie zlać, wykładając lejek np. ściereczką bawełnianą – przefiltrować nalewkę , przelać do butelek . Wcześniej urządzić degustację, co właśnie uczyniłam wraz z towarzyszami mojej ” niedoli”. 

Smacznego